Header Ads Widget

Ticker

6/recent/ticker-posts

Nars Laguna

Bronzery to nie jest moja ulubiona kategoria makijażowa. Kiedyś, zanim na poważnie zaczęłam się interesować makijażem miałam poważny problem z doborem odpowiedniego odcienia i konsystencji. Sama aplikacja i generalnie miejsce aplikacji nastręczało mi wielu problemów. Ale w końcu odkryłam co, jak i gdzie trzeba nałożyć, żeby bronzer mnie nie oszpecił, a był niejako wykończeniem makijażu nadającym twarzy trójwymiarowości. Taki właśnie jest Nars Laguna, o którym będę pisać w dzisiejszym poście.
Muszę od razu zaznaczyć, że jeśli chodzi o pudry brązujące, to ja nie używam takich, które służą do ocieplania twarzy, używam tylko takich do konturowania.
Na Lagunę czaiłam się bardzo długo, przeczesywałam blogi, szukałam zdjęć, a w końcu - z braku możliwości zmacania - kupiłam w ciemno online.
Opakowanie jest plastikowo - gumowate, każdy odcisk palca i wszelkie brudki na nim zostają, także jest to trochę upierdliwe, ale już znalazłam skuteczny sposób na rozprawianie się z takimi opakowaniami, także nie jest to problem. Całość zamyka się na 'klik'. W środku mamy też poręczne lusterko, którego ja nigdy w życiu nie użyłam i po drugiej stronie 8 gram drobno zmielonego prasowanego pudru brązującego.
Kiedy Laguna do nas przychodzi jest też chroniona folią, ale ja swoją wyrzuciłam po pierwszym użyciu, także leży sobie gdzieś na wysypisku, albo została na coś przerobiona.
Jeśli chodzi o kolor to jest to piękny brąz z milionem drobineczek, których jednak po nałożeniu absolutnie nie widać na twarzy (generalnie matowe bronzery nie są przeze mnie jakoś super pożądane, bo dają mniej naturalny efekt).
Na tych zdjęciach kolor wydaje się cieplejszy, niż jest w rzeczywistości, jednak naprawdę daleko mu do ciepłych odcieni Guerlainowych Terracot.
Produkt nie pyli przy nabieraniu na pędzel, idealnie się go nakłada i cudownie się go blenduje. Jak wspomniałam ja wykonuję nim konturowanie i uważam, że Laguna to najlepszy produkt do konturowania, jaki w życiu miałam. A, zapomniałabym powiedzieć, że nie tworzy plam i trzyma się na twarzy calutki dzionek. Jestem zachwycona i zauroczona. Nie mam niestety żadnych zdjęć pokazujących jak wygląda na twarzy, ale Internet jest ich pełen, także wystarczy tylko poklikać.
Co do wydajności to kupiłam go jakieś dwa lata temu, ale na początku mało używałam. Jednak od 8 miesięcy używałam go codziennie i w zeszłym tygodniu zakończył swój żywot, więc śmiem twierdzić, że przy codziennym używaniu starczy na 9-10 miesięcy. Ja już za nim tęsknię i zastanawiam się, czy nie kupić nowego pomimo faktu, że mam jeszcze Hoolę z Benefitu do zużycia i bronzer z Diora (który generalnie do konturowania się trochę słabo nadaje, ale staram się nim coś wyczarować).
Wiem, że marka Nars trafiła w końcu do Polski, także jeśli zastanawiałyście się nad zakupem Laguny, to polecam przejść się do perfumerii i nie tylko go zmacać, ale również nałożyć na twarz, może też się w nim zakochacie, jak ja. Osobiście uwielbiam i na pewno odkupię ten produkt, bo jest tego jak najbardziej wart.
A Wy konturujecie twarz, czy ocieplacie? Czy może to i to? Jakie są Wasze ulubione bronzery?
Moja ocena: 10/10

Post a Comment

0 Comments